(Peter Watts „Echopraksja”)
Peter Watts nie przestaje być zadziwiony sukcesem „Ślepowidzenia” a tym bardziej własną popularnością w Polsce. Rzeczywiście, jeśli się nad tym zastanowić, można dojść do wniosku, że powieści Wattsa nie były nigdy skazane na sukces. Twarda fantastyka naukowa to bardzo trudny gatunek, dodatkowo nieszczególnie się sprzedający, w dodatku twórczość Wattsa można zaliczyć to do wyjątkowo pesymistycznej. Sam autor powiedziałby, że nie pesymistycznej, a realistycznej, a jednak nieprzypadkowo zbiór opowiadań zatytułowano „Odtrutka na optymizm”. Wielu czytelników odrzuca dawka mizantropii w „Trylogii ryfterów”, a na pewno sprzeciw może budzić wizja człowieka przez Wattsa prezentowana: świadomość, która jest tylko ubocznym i wcale nie niezbędnym (a często przeszkadzającym) efektem ewolucji („Ślepowidzenie”), zachowania psychiczne i społeczne sterowane chemią mózgu („Trylogia ryfterów”) czy brak wolnej woli („Echopraksja”). Watts stawia postulaty radykalne, biologizujące i łatwo redukowalne do redukcjonizmu. Ale czy jest w tym jedyny?
Na pewno nie. Problem świadomości, woli, funkcjonowania ludzkiego mózgu, a co za tym idzie – umysłu, który jest przecież funkcją mózgu, problem odpowiedzialności moralnej, instynktów i tego, ile w nas biologii i odruchów a ile „czegoś więcej” pozostaje palącym problemem współczesnej nauki. Nie tylko nauki ścisłej, ale i humanistyki (Język polski nie rozróżnia jednego od drugiego. Może i dobrze?), która na nauki ścisłe nieustannie się ogląda i próbuje je dogonić albo pożyczyć ich metody. Historia zatoczyła koło: niegdyś filozofia mówiła o naturze, dziś nauki przyrodnicze wkroczyły na tereny zarezerwowane wcześniej dla filozofii.
Tak samo „Echopraksja” skręca z drogi ściśle naukowej na tory filozoficznej spekulacji i słusznie: tam, gdzie nauka przestaje być sprawdzalna, zaczyna się fantastyka naukowa, filozofia i... teologia. Fabularnie powieść zaczyna się mniej-więcej w tym samym punkcie, w którym kończy się „Ślepowidzenie”, choć śledzi innych bohaterów i pokazuje inne miejsca. Protagonista-narrator „Ślepowidzenia” jest wspomniany, ale nie ma bezpośredniego wpływu na fabułę, a jego los pozostaje nieznany. Mimo to nie polecam czytać „Echopraksji” osobno: straci się sporo kontekstów, sporo ze świata przedstawionego (Na przykład koncepcja wampirów nie została wyjaśniona po raz kolejny, a warto ją poznać żeby zrozumieć skąd w ogóle wzięła się Valerie.). O ile natomiast „Ślepowidzenie” łatwo było opisać jako powieść o pierwszym kontakcie, nie jestem pewna, czy podobną „łatkę” da się przypiąć „Echopraksji”. Nie bez powodu zaczęłam od obszernego wstępu dotyczącego nauki i filozofii, bo to one są dla mnie najważniejsze w twórczości Wattsa. Spotkałam się z porównaniem jego twórczości do twórczości Lema – i nie są to porównania przypadkowe, bo Lem również sięgał po tematy filozoficzne i pokazywał zdecydowanie pesymistyczną wizję rzeczywistości. Dodatkowo w „Echopraksji” podobnie jak Lem (i Dukaj) Watts wiąże fantastykę naukową i filozofię z teologią. Albo raczej z tym, co na gruncie religioznawczym określa się mianem neuroteologii (nie mówiąc już o wciąż popularnym religioznawstwie kognitywistycznym – Watts zresztą pisze parę razy o „twarzach w chmurach” i cytuje Guthriego). Watts aspiruje do naukowej erudycji: z zawodu biolog, do swoich powieści robi potężny research, raczy czytelnika przypisami i bibliografią godną artykułu naukowego. To budzi zasłużony podziw. Z drugiej strony, ta naukowo-filozoficzna gęstość sprawiają, że jego powieści są ciężkie. Opowiadania zdecydowanie są prostsze w obsłudze, łatwiej przyswajalne, oparte na pojedynczym pomyśle i jeśli ktoś chciałby przygodę z Wattsem zacząć, sugerowałabym sięgnąć najpierw po nie. Ja z kolei jestem zadeklarowaną miłośniczką form długich i kontekstualnej gęstośći, wolę więc powieści.

Peter Watts „Echopraksja”
Wydawnictwo: Mag (2014)
Cena: 39,00 zł
Jest też wersja „luksusowa” :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz